piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 6

Siedzieli właśnie w gabinecie Tsunade opowiadając jej, co się stało. Godaime Hokage nie wyglądała w ogóle na zdziwioną. Za to rudzielec i inni znajomi Naruto byli wręcz wstrząśnięci sytuacją sprzed pół godziny. Nie rozumieli, co się stało.
- Wezwij ANBU – powiedziała do Shizune, na co ta skinęła głową i po chwili już była poza budynkiem. – Dobrze, przejdźmy do ważniejszej rzeczy. A mianowicie Naruto….
- Wszystko z nim w porządku ?! Nic mu nie jest ?! Co się z nim stało?!- pytania, które zadawali młodzi shinobi zalewały ją strumieniami. Nic nie rozumiała przez ten cały krzyk.
- Cisza ! – zagrzmiała waląc ręką w stół. Na ten wybuch w Sali zapanowała głucha cisza. Wszyscy wiedzieli, że nie wolno podpadać Hokage, gdy jest zła, a w szczególności, gdy jest zła ze względu na Naruto.  Wiadome było w całej wiosce, że kobieta traktuje tego blondyna jak własnego syna. A teraz, gdy chłopak ledwo, co uszedł z życiem była jak rozjuszona tygrysica w klatce, która w każdej chwili może się otworzyć. – Ehhh… Naruto się wyliże z tego. Na szczęście kunai, który był celowany w jego serce ominął je o dosłownie milimetr. Gdyby nie to, to nawet czakra Lisa by mu nie pomogła – powiedziała cicho – Chłopak poleży jeszcze trochę w szpitalu, ponieważ nawet Kyuubiemu zejdzie się trochę na regeneracji ciała Naruto. A my będziemy musieli zrobić jeszcze parę badań. Na razie to wszystko. Możecie już iść.  – powiedziała i gdy rudowłosy chłopak wraz z resztą przyjaciół zmierzał do wyjścia zatrzymał go głos Hokage. – Gaara ty zostań.
Oboje poczekali aż wszyscy opuszczą pomieszczenie, po czym chłopak chciał się odezwać, lecz przeszkodził mu w tym członek ANBU, który nagle pojawił się w gabinecie naprzeciwko biurka Tsunade.
- Wzywałaś mnie Hokage- sama ? – spytał ów osobnik.
- Tak mam dla ciebie zadanie. Zbierz paru zaufanych sobie i mnie ANBU i przeszukajcie wszystkie księgi i zwoje dotyczące misji i całego życia Minato i Kushiny.
- Jodaime Hokage ? – zdziwił się przybysz.
- Tak. To twoja misja. Gdy znajdziesz coś ciekawego zawiadom mnie o tym.
- Hai Hokage-sama. – powiedział, po czym zniknął w chmurze białego dymu z charakterystycznym „puff”.
- Dobrze wracając do ciebie – spojrzała na chłopca – Gdy odnosiliśmy Naruto do szpitala wypadł mu list. – mówiąc to ukazała chłopakowi kopertę, którą niedawno mu wręczała.
„O cholera ! Uchiha! Zupełnie o nim zapomniałem” pomyślał rudy. Tsunade zobaczyła, że chłopak nagle się spina.
- Stało się, co…
- Nie Hokage –sama. – przerwał jej – Naruto przyjął wiadomości nadzwyczaj normalnie. A teraz przepraszam, ale czy mógłbym już iść ? – spytał
- Rozumiem – piąta skinęła głową – tak, tak możesz już iść.
- Arigatou gozaimasu, sayo – krzyknął i po chwili już biegł w umówione miejsce spotkania z Sasuke. Miał ogromną nadzieję, że go tam jeszcze znajdzie. Gdy dotarł na miejsce, bruneta nigdzie nie było. „Cholera ! Uchiha kretynie gdzieś ty polazł ?!” krzyczał w myślach. Skupił się chwilę, lecz jego czakry też nie wyczuł. „Wygląda na to, że nie ma go w wiosce”
- Kurwa Naruto mnie zabije. – powiedział do siebie, po czym skupił się jeszcze bardziej by spróbować wyczuć, choć odrobinę czakry bruneta. Przez parę sekund nie mógł nic znaleźć, ale gdy przez jedną malutką chwilę poczuł moc Uchihy na wschodzie od razu poleciał za nim. Użył swojego piasku by dotrzeć szybciej. Gdy był coraz bliżej bardziej czuł Uchihe. W końcu, gdy go ujrzał wykrzyknął najgłośniej jak mógł.
- UCHIHA !!! – brunet drgnął słysząc głos No Sabaku, po czym odwrócił się do niego. Gaara widząc go od przodu mógł ujrzeć pusty wyraz oczy. To były oczy, które nie miały już nadziei. Na jego policzkach było widać było widać ślady łez, a usta zagryzałby ponownie się nie rozpłakać.
- Czego chciałeś – powiedział zmęczonym głosem. „On naprawdę go kocha” pomyślał.
- Wracaj do wioski.
- Po co? I tak mnie tam nienawidzą. A Naruto… – głos zaczął mu się łamać – on. On nie chce mnie znać.
- Matko, jaki z ciebie idiota. – krzyknął Gaara, przez co Sasuke spojrzał na niego jak na jakiegoś niespełna rozumu- Wszyscy w wiosce wciąż mają nadzieję, że wrócisz …. Sasuke. A Naru miał się z tobą spotkać , ale na moich urodzinach był no i szykował wszystko, a potem tamci ninja i Naruto on. – zaczął mówić na jednym wdechu, przez co wszystko brzmiało jak bełgot.
- Gaara! Powtórz tylko wolniej i spokojne.
- Ale jak tego nie da się powiedzieć spokojnie do cholery ! – wykrzyknął rudy
- Spróbuj – powiedział Sasuke
- Naru miał iść na spotkanie z tobą po podaniu tortu dla mnie. No, więc o północy dostałem tort i nagle zgasło światło, słyszeliśmy, że ktoś nas atakuje. Nie zdążyliśmy nawet złapać za broń, bo światło zostało zapalone. Ogólnie to nikt nie został nawet draśnięty, ale Naru… On został przybity do ściany a w sercu tkwił mu kunai. Teraz jest w szpitalu. – skończył swoją opowieść, po czym spojrzał na Uchihę, który był cały blady.
- Ej wszystko okej ? – spytał
- Zabierz mnie do wioski, do Naru – wyszeptał, po czym zemdlał wprost w jego ramiona. Gaara przestraszony szybko obejrzał go i z ulgą stwierdził, że zemdlał z szoku. „Cholera, co jest ?! Dzień straszenia Gaary ?” spytał sam siebie w myślach, po czym podążył z Sasuke w ramionach w stronę wioski.

1 komentarz:

  1. Nominuje cię do Liebster Blog Award. Szczegóły tutaj http://sogno-quattro-grandi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń