środa, 25 marca 2015

Srebrny Książe Slytherinu

Ostatnio nic nie dodawałam i głupio mi z tego powodu. Ale mam nadzieję, że nie zdenerwowaliście się na mnie za bardzo i nie wyrzuciliście mnie na śmieci. Dziś naszła mnie wena, więc stwierdziłam, że najwyższy czas coś opublikować. Jednak nie wiedziałam czy chcecie bym pisała rozdziały z kwiatu miłości czy z dziedzica, więc stworzyłam nowe opowiadanie. Tym razem jest to Harry Potter. Dość wiele osób lubi tą tematykę, a ja sama jestem zagorzałą fanką, więc mam nadzieję, że nie będziecie źli. Natomiast proszę was o powiedzenie mi, które opowiadanie mam aktualnie pisać dalej. Które wam bardziej przypadło do gustu ? No nie przedłużając życzę miłego czytania.


                                                            ********

Gdyby tak zastanowić się nad tą całą wojną można by uznać, że to wszystko jest bez sensu. No, bo pomyślcie sobie. Ludzie bez emocji latają wokoło siebie wymachują różdżkami z tylko jedną myślą: „czy przeżyję?”. Dobra i zła strona walczą przeciw sobie, ale kto tak naprawdę jest zły? Chciałoby się powiedzieć, że to my jasna strona mamy rację, ale przecież poplecznicy Voldemorta także myślą, że działają w dobrej sprawie. A może to wszystko to jeden wielki żart, a za chwilę zza krzaków wyskoczy kilkoro ludzi z okrzykiem „mamy cię!” jak w mugolskiej telewizji?
Takie pytania kłębiły się w głowie młodego Pottera od początku wakacji. Nie dawało mu to spokoju, a zwłaszcza dzisiaj w dzień jego urodzin. Miał przedziwne przeczucie, że tego dnia jego życie wywróci się do góry nogami. Najbardziej jedno go nurtowało. Dlaczego pod koniec piątej klasy, gdy wracali expresem Hogwart Malfoy zaciągnął go do jednego z psutych przedziałów i powiedział, że nie może się doczekać aż zobaczą się w wakacje. To było naprawdę dziwne.
Tak jak się spodziewał równo o północy do jego pokoju wleciało sześć ptaków. Cztery z nich rozpoznał puchacz Wesleyów Errol, nowy puchacz Hermiony Sira, i dwie sowy z Hogwartu. Od Rona i Hermiony dostał kartki z życzeniami oraz książki o Quiddichu. Od Hagrida upieczony przez niego tort urodzinowy. Druga hogwartcka sowa przyniosła list z ocenami.
Zaklęcia: powyżej oczekiwań
Transmutacja: wybitny
OPCM: wybitny
Zielarstwo: zadowalający
Eliksiry: zadowalający
Astronomia: zadowalający
Historia Magii: nędzny
Wróżbiarstwo: okropny
- Mam zadowalający z eliksirów? – zdziwił się Potter. Dwa ostatnie ptaki to były jastrzębie złote, brunet nie miał pojęcia, od kogo one mogły być. Złapał, więc za pierwszą paczuszkę i obejrzał ją dookoła. Nagle coś w niej się poruszyło i Potter z lękiem odrzucił podarunek na łóżko. Gdy przez kilka sekund nic się nie działo wziął znów zawiniątko i je otworzył. W środku okazał się być mały, słodki, biały kotek. Miał przecudowne duże zielone oczy i wokół szyi obróżkę z napisem „Kyoin”. 
- To pewnie twoje imię maluchu. – powiedział do kotka, drapiąc go za uchem. – Ale, od kogo cię dostałem? – zastanawiał się, ponieważ nigdzie nie było żadnej kartki. W końcu wzruszył ramionami i otworzył ostatnią kopertę.
Harry Potterze, 
Pewnie zdziwi cię, iż do ciecie piszę, ale mam swoje powody by to robić. Chciałbym z tobą porozmawiać na żywo, lecz od dłuższego czasu nie miałem możliwości by tego dokonać. Lecz dziś kończysz szesnaście lat i ochrona nałożona przez twoją matkę i Dubledora wygasła, mam taką możliwość. Nie musisz się martwić, ponieważ nie chcę byś wstępował w moje szeregi. Mam tylko do zaoferowania ci poznanie prawdy oraz naukę pod moim bacznym okiem. Na kota, którego dostałeś został nałożony jednorazowy świstoklik. Jeśli się zgadzasz na to spotkanie żuć na niego zaklęcie Seratti, wtedy świstoklik aktywuje się o drugiej w nocy. Mam nadzieję, że jesteś ciekaw poznać swoją prawdziwą przeszłość, nie tą wymyśloną przez Dumbledora. Mam też nadzieję, iż cię zaciekawiłem.

                                                                                                                                    Tom Marvolo Riddle

PS. Tego kotka dostałeś od Draco, sam go wybierał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz